Przejdź do treści

Auto stojące dwa, trzy tygodnie na parkingu: akumulator, opony, mróz

Trzy tygodnie postoju to dla samochodu zupełnie inna sytuacja niż trzy dni, a większość różnicy załatwia się w domu przed wyjazdem.

Akumulator rozładowuje się także wtedy, gdy nic nie robisz

Zaparkowane auto nie jest wyłączone do zera. Alarm nasłuchuje, sterowniki budzą się cyklicznie, pamięć ustawień i zegar pobierają prąd przez cały czas postoju. W skali doby to ilość nie do zauważenia, w skali trzech tygodni to już spory kawałek pojemności.

O wyniku decyduje wiek ogniwa, nie sama długość postoju. Akumulator po pięciu czy sześciu latach oddaje ładunek gorzej niż nowy i to on odmawia jako pierwszy po dłuższej przerwie. Jeżeli zimą rozrusznik kręcił już raz wyraźnie niechętnie, wymień ogniwo przed wyjazdem zamiast liczyć na to, że tym razem się uda.

Mróz dokłada drugi czynnik, niezależny od wieku. W niskiej temperaturze ogniwo oddaje mniej prądu, a rozruch zimnego silnika wymaga go więcej niż zwykle. Te dwie rzeczy spotykają się dokładnie w dniu powrotu, o szóstej rano, na otwartym placu.

Najtańsze przygotowanie to dłuższa jazda dzień wcześniej. Pół godziny trasą poza miastem ładuje ogniwo realnie; trzy przejazdy po pięć minut zabierają na rozruch więcej, niż alternator zdąży w tym czasie oddać.

Odłączanie klemy w nowszym aucie zwykle szkodzi bardziej, niż pomaga. Gubią się ustawienia, wracają komunikaty o błędach, część modeli blokuje radio i wymaga potem wizyty w serwisie. Sprawne ogniwo dwóch ani trzech tygodni postoju nie potrzebuje żadnej pomocy.

Jeśli auto ma swoje lata, a wyjazd wypada zimą i trwa miesiąc, sprawdź ofertę placu. Część parkingów trzyma w cenniku sprawdzenie akumulatora albo uruchomienie samochodu przed twoim przylotem, a to jest wtedy usługa warta zaznaczenia przy rezerwacji.

Paliwo i płyny na porę roku, nie na jutro

Zbiornik zostaw z zapasem, nie na rezerwie. Powód jest bardziej praktyczny niż techniczny: po nocnym lądowaniu, z walizkami i zaspanym dzieckiem na tylnym siedzeniu, szukanie czynnej stacji jest ostatnią rzeczą, na jaką masz siłę.

Osobna sprawa to rodzaj oleju napędowego. Diesel tankowany jesienią bywa jeszcze letni i przy silnym mrozie potrafi zgęstnieć na tyle, że silnik nie odpali. Jeżeli wyjeżdżasz przed sezonem, a wracasz w jego środku, zatankuj przed wyjazdem na stacji, która ma już zimową mieszankę.

Płyn do spryskiwaczy sprawdź pod kątem temperatury, na jaką jest przewidziany, a nie ilości w zbiorniku. Letni zamarza i rozsadza zbiornik albo przewody, a ta awaria czeka spokojnie i ujawnia się dokładnie w dniu powrotu, przy pierwszej brudnej szybie.

Auta z dieslem mają jeszcze zbiornik AdBlue. Poziom bliski dna oznacza po powrocie komunikat i limit obrotów, więc uzupełnij go razem z paliwem, a nie w drodze z lotniska.

Reszta płynów przestoju nie odczuwa. Olej i chłodniczy warto zwyczajnie sprawdzić, jeśli od ostatniego przeglądu minęło dużo, ale trzy tygodnie same z siebie nie zmieniają w nich nic.

Opony i hamulec ręczny

Opony tracą ciśnienie same z siebie, powoli i niezależnie od tego, czy auto jeździ. Po trzech tygodniach różnica jest już mierzalna, a jesienny spadek temperatury dokłada do niej swoje. Napompuj koła do wartości z naklejki na słupku drzwi kierowcy przed wyjazdem z domu, bo na placu przy lotnisku kompresora nie znajdziesz.

Auto stojące długo w jednym położeniu potrafi po ruszeniu stukać albo drgać na kierownicy. To spłaszczone miejsca w miejscu styku opony z podłożem i przy dwóch czy trzech tygodniach rozchodzą się po kilku kilometrach jazdy. Nie wymagają żadnej reakcji poza cierpliwością.

Hamulec ręczny to jedyny element, przy którym warto zmienić nawyk. Po deszczu, a potem mrozie, klocki potrafią przymarznąć do bębna albo tarczy i ruszenie kończy się szarpnięciem lub zablokowanym kołem.

Na płaskim placu zostaw więc auto na pierwszym biegu albo w pozycji parkingowej i puść ręczny. Jeśli miejsce ma spadek, ręczny zostaje zaciągnięty, a koła skręć w stronę krawężnika. Unieruchomione auto jest zawsze ważniejsze niż oszczędzenie klocków.

W samochodach z elektrycznym hamulcem postojowym wyboru zwykle nie ma, bo zwalnia się on tylko z prądem. To kolejny powód, żeby przed dłuższym postojem zająć się akumulatorem zamiast liczyć na jego dobrą wolę.

Co zostaje w kabinie, a co jedzie z tobą

Ta sekcja nie jest o kradzieży, tylko o tym, co dwa tygodnie robią z rzeczami zostawionymi w środku. Kabina zamkniętego auta latem nagrzewa się mocniej niż powietrze wokół, a zimą schładza do temperatury placu.

Wszystko, co ma w środku baterię, zabierz albo zostaw w domu: powerbank, ładowarkę, urządzenie do opłat drogowych, kamerę z rejestratora. Elektronika po dwóch tygodniach na mrozie działa gorzej, a butelka z wodą albo puszka napoju rozerwana w kabinie zostawia po sobie bałagan na wiele tygodni.

Dowód rejestracyjny i wszystko, co potwierdza tożsamość auta, wozisz ze sobą albo trzymasz w domu. Schowek to najgorsze miejsce na te dokumenty akurat wtedy, gdy samochodu nie ma przy tobie przez trzy tygodnie.

Klucz zostaje u ciebie wszędzie tam, gdzie parkujesz i odchodzisz samodzielnie. Oddajesz go tylko przy odbiorze auta pod terminalem albo przy usłudze przekazania kluczy, wybranej świadomie przy rezerwacji. Jeśli plac prosi o klucz, bo przestawia samochody na ciasnym terenie, jest to normalna praktyka i mówi o tym przy rezerwacji, a nie dopiero przy szlabanie.

Zapasowy komplet nie powinien jechać w tej samej kieszeni co podstawowy, a już na pewno nie zostaje w kabinie. Sensowny podział przy dwóch osobach to jeden klucz w bagażu podręcznym każdej z nich.

Na koniec rzecz drobna i łatwa do przeoczenia: zamknij okna i szyberdach do końca. Uchylona szyba przez trzy tygodnie deszczu robi w kabinie więcej szkody niż jedna noc ulewy.

Powrót i pierwsze kilometry

Wracasz zmęczony, często po nocy, z bagażem w rękach. To najgorszy możliwy moment na niespodzianki, więc pierwsze minuty na placu warto z góry sobie zaplanować.

Zimą doliczy je za ciebie pogoda. Odgarnięcie dachu, skrobanie szyb i rozmrożenie wycieraczek zajmuje realny kwadrans, a wycieraczki przymarznięte do szyby włączone od razu potrafią urwać pióro. Część placów ma opiekę zimową w cenniku i wtedy auto czeka już odśnieżone.

Po uruchomieniu przeczytaj lampki na zegarach, zamiast przeklikać je pilotem. Kontrolka ciśnienia w oponach i kontrolka akumulatora to dwa najczęstsze zgłoszenia po dłuższym postoju i obie lepiej rozstrzygnąć na placu niż na drodze wylotowej.

Pierwsze hamowanie zrób łagodnie, jeszcze na terenie parkingu. Na tarczach po kilku tygodniach osadza się nalot rdzy; schodzi po kilku hamowaniach, ale to pierwsze bywa głośne i wyraźnie słabsze niż zwykle.

Jeśli auto odpala niechętnie, nie kręć rozrusznikiem w kółko. Kilka prób pod rząd dobija ogniwo do końca, a obsługa placu ma zwykle przewody rozruchowe pod ręką i pomoże szybciej, niż zdążysz wezwać kogoś z miasta.

Wszystko powyżej mieści się w pół godzinie pracy w dniu przed wyjazdem. Trzy tygodnie postoju same w sobie nie są dla samochodu problemem; problemem bywa wyłącznie stan, w jakim się go na ten postój wysyła.

Sprawdź parkingi przy lotniskach

Czytaj dalej